-Idziesz do domu czy będziesz stała na tym deszczu?- zapytał mój pasiasty towarzysz.
-Chyba to pierwsze o ile Simona nie ma w domciu- odpowiedziałam patrząc niewinnie na chłopaka.
-Oj, dasz radę dzielna jesteś- Louis wziął mnie na ręce przewieszając przez ramię.
-Nie jestem torebką- prychnęłam wisząc głową w dół.
-Trudno- powiedział wesoło.
Szliśmy tak ulicami Londynu, a ludzie patrzeli się na nas jak na idiotów. Przestało padać. Nagle podeszły do nas jakieś dziewczyny, pewnie fanki. Lou położył mnie na ziemi.
-Możemy autograf?-zapytały patrząc na nas.
Lou spełnił życzenie swoich fanek, a one spojrzały na mnie.
-A od ciebie możemy?-zapytała jedna z nich.
Usłyszałam w jej głosie polski akcent.
-Czemu?-zdziwiłam się.
-Jesteś dziewczyną Harry'ego Stylesa-wytłumaczyła.
-Nie, to nie ja. Mówisz o mojej siostrze. Ja jestem Rosalie- powiedziałam.
Dziewczyny spojrzały na mnie zdziwione, a ja dostrzegła brak mojego towarzysza.
-Ale... to nie możliwe-dziewczyna pisnęła cichutko po polsku.
-Możliwe- odpowiedziałam w jej języku.-Ellie jest teraz ze swoim chłopakiem.
-Ty umiesz... po polsku?-wyjąkała.
-Umiem jeszcze po niemiecku, włosku i francusku- odpowiedziałam.
Dziewczyny sparaliżowane odeszły, a ja zaczęłam się rozglądać za Louisem.
Od razu się odwróciłam i zobaczyłam pasiastego kolegę z dwoma rożkami lodów.
-Chcesz?-zapytał uśmiechając się wesoło.
-A jakie smaki?
-Mięta z kawałkami czekolady- odpowiedział.
-Skąd wiedziałeś, że to mój ulubiony smak?
-Jak widać już coś nas łączy- zaśmiał się.
Jaki on słodki!
***
-Rosie! Szkoła!- krzyknęła mi do ucha Ellie.
-Spadaj na drzewo banany prostować- powiedziałam i przykryłam głowę poduszką.
-Okej. Nie będę twoim opiekunem i nie mam zamiaru nim być- krzyknęła i wyszła z mojego tymczasowego pokoju.
Po jakimś czasie leniwe wstałam i ruszyłam do łazienki. Umyłam zęby i wyszłam z pokoju. Tak, lubie straszyć ludzi. Szłam sobie korytarzem. Każdy mój włos na głowie był skierowany w innym kierunku. Moja piżama składała się z majtek i za dużej, męskiej koszulki od mojego starszego, przyrodniego brata.
-O śpiąca królewna wstała- zażartował blondyn, który właśnie wyszedł ze swojego pokoju.
-Gdybym była królewną to jeszcze bym spała- przeciągnęłam się.- Gdzie jest kuchnia?
-Wczoraj obeszłaś z Tommo cały dom i nie wiesz gdzie jest kuchnia?-zdziwił się.
-Tommo?- zapytałam.
-Louis- wyjaśnił.
-Aha- powiedziałam idąc za blondynem.-A ty jak masz na imię?
-Niall. Wczoraj wkuwałaś nasze imiona, pamiętasz?- zapytał.
-Pamiętam, ale jest wasz trochę za dużo- westchnęłam.
-Oj. Rosie, Rosie- westchnął kładąc rękę na moich plecach.-Teraz w prawo- pokierował.
Weszliśmy do kuchni gdzie wszyscy jedli śniadanie. Usiadłam sobie na pierwszym lepszym, wolnym miejscu. Wzięłam sobie chleb i zobaczyłam dżem. Od razu po niego sięgnęłam. Miał taki soczyście czerwony kolor.
-Gdzie go kupiliście?- spytałam smarując sobie chleb dżemem/
-Chleb czy dżem?-zapytał Harry.
-Dżem- odpowiedziałam.
-Dostaliśmy od fanki z Polski- powiedział mulat, przeglądając się w łyżeczce.
Jeden chłopak, taki najkrócej ścięty, patrzył z obrzydzeniem i strachem na mulata. Chyba miał na imię Larry.
-Fajnie- uśmiechnęłam się.
-Dostaliśmy też list, ale chyba jest po polsku- powiedział Larry.
-Dajcie go- ugryzłam kanapkę.-Dobry ten dżem!
Mulat wstał i podszedł do szafki i wyciągnął z niej kawałek papieru. Podał mi, a ja zaczęłam czytać jedząc kanapkę.
-Zróbcie mi jeszcze- powiedziałam nie przerywając lektury, zachciało mi się płakać.
-Księżniczka powinna być już od godziny w szkole- powiedział Larry.
-Księżniczka nie lubi szkoły i chodzi do niej tylko na sprawdziany- wyjaśniłam zabierając smutnie Niallowi, chyba dobrze pamiętam, kanapkę z dżemem.
-Rozumiesz coś z tego co tam pisze?- zapytał blondyn.
-Wszystko- odpowiedziałam biorąc kanapkę do buzi, a po moim policzku spłynęła łza.
-Ej, nie płacz- ktoś przytulił mnie od tyłu.
Po głosie poznałam, że to Louis.
-Ale...
-Spadaj na drzewo banany prostować- powiedziałam i przykryłam głowę poduszką.
-Okej. Nie będę twoim opiekunem i nie mam zamiaru nim być- krzyknęła i wyszła z mojego tymczasowego pokoju.
Po jakimś czasie leniwe wstałam i ruszyłam do łazienki. Umyłam zęby i wyszłam z pokoju. Tak, lubie straszyć ludzi. Szłam sobie korytarzem. Każdy mój włos na głowie był skierowany w innym kierunku. Moja piżama składała się z majtek i za dużej, męskiej koszulki od mojego starszego, przyrodniego brata.
-O śpiąca królewna wstała- zażartował blondyn, który właśnie wyszedł ze swojego pokoju.
-Gdybym była królewną to jeszcze bym spała- przeciągnęłam się.- Gdzie jest kuchnia?
-Wczoraj obeszłaś z Tommo cały dom i nie wiesz gdzie jest kuchnia?-zdziwił się.
-Tommo?- zapytałam.
-Louis- wyjaśnił.
-Aha- powiedziałam idąc za blondynem.-A ty jak masz na imię?
-Niall. Wczoraj wkuwałaś nasze imiona, pamiętasz?- zapytał.
-Pamiętam, ale jest wasz trochę za dużo- westchnęłam.
-Oj. Rosie, Rosie- westchnął kładąc rękę na moich plecach.-Teraz w prawo- pokierował.
Weszliśmy do kuchni gdzie wszyscy jedli śniadanie. Usiadłam sobie na pierwszym lepszym, wolnym miejscu. Wzięłam sobie chleb i zobaczyłam dżem. Od razu po niego sięgnęłam. Miał taki soczyście czerwony kolor.
-Gdzie go kupiliście?- spytałam smarując sobie chleb dżemem/
-Chleb czy dżem?-zapytał Harry.
-Dżem- odpowiedziałam.
-Dostaliśmy od fanki z Polski- powiedział mulat, przeglądając się w łyżeczce.
Jeden chłopak, taki najkrócej ścięty, patrzył z obrzydzeniem i strachem na mulata. Chyba miał na imię Larry.
-Fajnie- uśmiechnęłam się.
-Dostaliśmy też list, ale chyba jest po polsku- powiedział Larry.
-Dajcie go- ugryzłam kanapkę.-Dobry ten dżem!
Mulat wstał i podszedł do szafki i wyciągnął z niej kawałek papieru. Podał mi, a ja zaczęłam czytać jedząc kanapkę.
-Zróbcie mi jeszcze- powiedziałam nie przerywając lektury, zachciało mi się płakać.
-Księżniczka powinna być już od godziny w szkole- powiedział Larry.
-Księżniczka nie lubi szkoły i chodzi do niej tylko na sprawdziany- wyjaśniłam zabierając smutnie Niallowi, chyba dobrze pamiętam, kanapkę z dżemem.
-Rozumiesz coś z tego co tam pisze?- zapytał blondyn.
-Wszystko- odpowiedziałam biorąc kanapkę do buzi, a po moim policzku spłynęła łza.
-Ej, nie płacz- ktoś przytulił mnie od tyłu.
Po głosie poznałam, że to Louis.
-Ale...