~Rosie~
Nie spodziewali się tego. Jestem właśnie w szkole Ellie. Ludzie uśmiechają się do mnie przyjaźnie. Mimo, że jestem tu nowa.Dyrektor wszystko wie, a przynajmniej to co powinien. Poszłam do mojej szafki i wsadziłam tam książki. Wzięłam potrzebne rzeczy i udałam się pod odpowiednią klasę.
-Ellie!- usłyszałam krzyk za mną.
Odwróciłam się. Jakaś dziewczyna biegła za mną.
-Ta Wielka Brytania to jednak dziwna jest- szepnęłam pod nosem.
-Ellie! Jesteś- powiedziała dziewczyna dysząc głośno i nierówno.
-Ale ja nie jestem Ellie- odpowiedziałam.
-Tak, jasne. Znowu ta bajeczka o bliźniaczce w Ameryce , tak?-zapytała.
-Niee... Ja jestem Rosie- odpowiedziałam.
Ominęłam dziewczynę.
-Ellie!- zawołała.
-Spierdalaj- warknęłam pod nosem.
Dziewczyna zesztywniała, a ja skorzystałam z okazji i poszłam do klasy. Znaczy mniej więcej ją znalazłam. Na szczęście klasy są oznaczone. Usiadałam przy pierwszej lepszej ławce. Ludzie się powoli zaczęli schodzić. Każdy się do mnie uśmiechał. Przyszła ta dziewczyna z korytarza. Spojrzała na mnie gniewnie i usiadła w ławce. Jakiś gościu (ładny) do mnie podszedł.
-Kłótnia małżeńska?-zapytał patrząc na to na mnie, to na nieznajomą.
-What?!-zdziwiłam się i spojrzałam na nią jak na idiotę.
-Tori napisała tak na swoim blogu- odpowiedział Ładny- już ma ksywkę.
-Spierniczaj mi z jakimś blogiem- chrząknęłam pod nosem.
Do klasy weszła jakaś baba, chyba nauczycielka. Usiadła wygodnie na biednym hotelu zanurzając swe dupsko w materiał.
-Chciałabym wam ogłosić, że od dziś mamy nową uczennicę,- rozejrzała się po klasie.- ale żadnej nowej twarzyczki nie widzę. Ellie, a ty widziałaś kogoś nowego?
Cała klasa spojrzała na mnie. Sorry, ale Ellie najwyraźniej nie ma...
-Ellie?!-powiedziała nauczycielka.- Odpowiedz jak cię pytam- jej straszne oczy były jak szpilki.
-Ty!- wskazała na mnie palcem.
-Tak?-zapytałam spokojnie.
-Mówie do ciebie, więc odpowiedz łaskawie.
-Ja jestem Rosalie. Przykro mi, ale Ellie chyba dziś nie ma- skwitowałam, a wszystkim opadły szczęki.
Coś czuje, że Cowell jest ulubienicą nauczycieli i odnosi się do nich z szacunkiem i pokorą. Masakra! Wtedy do klasy wbiegła zdyszana Cowell.
-Przepraszam pani Duncan. Zaspałam- tłumaczyła się.
Oczy klasy szeroko otwarte, ale mimo to nie zauważyli, że ich szczęki szorują podłogę.
-Ellie, czy kim tam jesteś usiądź na swoje miejsce- powiedziała zdezorientowana nauczycielka.
Jaka Ell jest posłuszna. Od razu wykonała polecenie starej wiedźmy. Nawet mnie nie zauważyła.
-Rosalie Mallette, proszę wstać- poprosiła jak jej było.... Dursley?
Wstałam leniwie.
-Rosie?-usłyszałam cichy szept siostry.
Spojrzałam na nią, a potem na nauczycielkę.
Ominęłam dziewczynę.
-Ellie!- zawołała.
-Spierdalaj- warknęłam pod nosem.
Dziewczyna zesztywniała, a ja skorzystałam z okazji i poszłam do klasy. Znaczy mniej więcej ją znalazłam. Na szczęście klasy są oznaczone. Usiadałam przy pierwszej lepszej ławce. Ludzie się powoli zaczęli schodzić. Każdy się do mnie uśmiechał. Przyszła ta dziewczyna z korytarza. Spojrzała na mnie gniewnie i usiadła w ławce. Jakiś gościu (ładny) do mnie podszedł.
-Kłótnia małżeńska?-zapytał patrząc na to na mnie, to na nieznajomą.
-What?!-zdziwiłam się i spojrzałam na nią jak na idiotę.
-Tori napisała tak na swoim blogu- odpowiedział Ładny- już ma ksywkę.
-Spierniczaj mi z jakimś blogiem- chrząknęłam pod nosem.
Do klasy weszła jakaś baba, chyba nauczycielka. Usiadła wygodnie na biednym hotelu zanurzając swe dupsko w materiał.
-Chciałabym wam ogłosić, że od dziś mamy nową uczennicę,- rozejrzała się po klasie.- ale żadnej nowej twarzyczki nie widzę. Ellie, a ty widziałaś kogoś nowego?
Cała klasa spojrzała na mnie. Sorry, ale Ellie najwyraźniej nie ma...
-Ellie?!-powiedziała nauczycielka.- Odpowiedz jak cię pytam- jej straszne oczy były jak szpilki.
-Ty!- wskazała na mnie palcem.
-Tak?-zapytałam spokojnie.
-Mówie do ciebie, więc odpowiedz łaskawie.
-Ja jestem Rosalie. Przykro mi, ale Ellie chyba dziś nie ma- skwitowałam, a wszystkim opadły szczęki.
Coś czuje, że Cowell jest ulubienicą nauczycieli i odnosi się do nich z szacunkiem i pokorą. Masakra! Wtedy do klasy wbiegła zdyszana Cowell.
-Przepraszam pani Duncan. Zaspałam- tłumaczyła się.
Oczy klasy szeroko otwarte, ale mimo to nie zauważyli, że ich szczęki szorują podłogę.
-Ellie, czy kim tam jesteś usiądź na swoje miejsce- powiedziała zdezorientowana nauczycielka.
Jaka Ell jest posłuszna. Od razu wykonała polecenie starej wiedźmy. Nawet mnie nie zauważyła.
-Rosalie Mallette, proszę wstać- poprosiła jak jej było.... Dursley?
Wstałam leniwie.
-Rosie?-usłyszałam cichy szept siostry.
Spojrzałam na nią, a potem na nauczycielkę.
~Kilka Godzin Później. Koniec Lekcji~
Wychodziłam ze szkoły z Ell. Była na mnie wściekła.
-Zabiję cię-powtarzała.- Zabije! Zabiję, rozumiesz?
-Tak, ale potem trafisz do pierdla- odpowiedziałam spokojnie.
-Gdzie?-spojrzała na mnie głupkowato.
-Do więzienia- przetłumaczyłam.
-I co z tego, że trafię do więzienia?-zapytała.
-Ugh!- warknęła pod nosem.-Masz samochód?
-Jesteś wredna- odpowiedziała wściekle.
-Ktoś musi być tym wrednym, bo inaczej świat byłby nudny.
Wsiadłyśmy do samochodu. Ja za kierownicą. Po chwili jechałyśmy w ciszy, przerywanej dźwiękami dochodzącymi z wnętrza pojazdu. Czasami tylko Ellie robiła za nawigację (cały czas). W końcu dojechałyśmy pod jakis "dom" (willę z basenem). Wyszłyśmy z pojazdu, a ja sięgnęłam po walizki. Potem ciągnęłam je w stronę domu. Gdy tylko weszłyśmy zostawiłam je (walizki).... gdzieś. Poszłam za siostrą, a ona prosto w objęcia jakieś chłopaka.
-Nie tracisz czasu na brednie- powiedziałam do siostry.
Chłopak mnie zobaczył. Znów te wielkie oczy.
-Wylizałeś jej już patelnie?-zaśmiałam się, a jakiś szatyn, który siedział na kanapie razem ze mną.
-Dobre- podszedł i przybił mi piątkę.
-Masz przesrane, siostrzyczko- stwierdziła Ellie.
-To twój chłopak?-zapytałam patrząc na zielonookiego.
-Tak- odpowiedziała.
-A mogę cię wkurzyć?-zapytałam.
-Tak- zgodziła się.
-Nie ponoszę odpowiedzialności za twój wybór i jego konsekwencję- wyrecytowałam regułkę.
Pocałowałam tego z lokami, a Ellie aż się gotowała. Potem szybko złapałam rękę szatyna i pociągnęłam go w pierwszy lepszy korytarz.
-Szybko! Schowaj nas gdzieś- poprosiłam.
On posłusznie wykonał polecenie. Znaleźliśmy się w jakimś pokoju. Chłopak szybko zakluczył drzwi.
-Louis- przedstawił się.
-Rosalie, ale mów Rosie, Rose, Lie... jak wolisz- uśmiechnęłam się do niego.-Ciekawe czy Ellie nas tu znajdzie?
-Nie tracisz czasu na brednie- powiedziałam do siostry.
Chłopak mnie zobaczył. Znów te wielkie oczy.
-Wylizałeś jej już patelnie?-zaśmiałam się, a jakiś szatyn, który siedział na kanapie razem ze mną.
-Dobre- podszedł i przybił mi piątkę.
-Masz przesrane, siostrzyczko- stwierdziła Ellie.
-To twój chłopak?-zapytałam patrząc na zielonookiego.
-Tak- odpowiedziała.
-A mogę cię wkurzyć?-zapytałam.
-Tak- zgodziła się.
-Nie ponoszę odpowiedzialności za twój wybór i jego konsekwencję- wyrecytowałam regułkę.
Pocałowałam tego z lokami, a Ellie aż się gotowała. Potem szybko złapałam rękę szatyna i pociągnęłam go w pierwszy lepszy korytarz.
-Szybko! Schowaj nas gdzieś- poprosiłam.
On posłusznie wykonał polecenie. Znaleźliśmy się w jakimś pokoju. Chłopak szybko zakluczył drzwi.
-Louis- przedstawił się.
-Rosalie, ale mów Rosie, Rose, Lie... jak wolisz- uśmiechnęłam się do niego.-Ciekawe czy Ellie nas tu znajdzie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz