czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 2 "Ja Żałuję"

Siedzieliśmy w jego pokoju godzinę. Teraz aktualnie w ciszy. Patrzeliśmy na siebie i nic nie robiliśmy.
-Masz śliczne oczy- wystrzeliłam nagle.
-Dziękuję-  uśmiechnął się i zakrył rumieńce ręką.
Wtedy usłyszałam pukanie.
-Louis, otwieraj!- usłyszałam jakiś głos.
-Nie!- krzyknął Louis.
-Kto to?-zapytałam siadając bliżej szatyna.
-Harry, ten którego pocałowałaś- wytłumaczył obejmując mnie ramieniem.
Spuściłam głowę w celu ukrycia różu/czerwieni na policzkach.
-Ty też masz śliczne oczy- szepnął mi do ucha.
Ten wie jak zawstydzić dziewczynę...... Jak ona wytrzymuje z nimi.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się.
-Lou! Zabiorę ci marchewki!-ryknął.
Chłopak zerwał się na równe nogi i szybko otworzył drzwi. Wepchnął chłopaka do środka.
-Tknij moje marchewki to cię pozbawię tych loków- pogroził Louis.
-Ale... Ty nie możesz! Nie zrobisz tego!- powiedział wystraszony Harry.
-Mogę!
-A co wy tu właściwie robiliście?- na twarzy zielonookiego pojawił się dziwny uśmieszek.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Chcesz mieć dzieci?-zapytałam.
-Tak- powiedział osłaniając swoje klejnoty rękami.
-No to lepiej siedź cicho- warknęłam.
-Myślałem, że będziesz jak moja Ellie- stwierdził Harry.
Podeszłam do niego. Od razu dostał w policzek. Złapał się za bolące i poczerwieniałe miejsce.
-Simon! Simon idzie!- usłyszeliśmy paniczne wołanie.
Chłopcy szybko pobiegli do salonu, a ja powoli za nimi. Piątka chłopców/mężczyzn stała na baczność w idealnie prostym rządku. Ellie tuliła się do tego z lokami. Debil. Ja stałam w drzwiach (powinny przynajmniej tutaj być) i opierałam się o ścianę. Banda zasłaniała mnie i Cowell nie mógł mnie dostrzec.
-Chłopcy!-zaczął.- macie coś nowego?
-Yyy.. No bo..ten... tego- jąkał jakiś w koszuli w kratkę.
-Mogłem się tego po was spodziewać. Ja haruję, po nocach nie śpię, żeby wam- wskazał na chłopców- rozwinąć karierę, a wy? Siedzicie, nic nie robicie i na dodatek jeden z was podrywa moją córkę. Mam być zły czy wściekły?
-Yyyy...- jęknął Harry.- lepiej gdyś wziął sobie wolne, wyjechał i odpoczął.
-A  wy sobie sami dacie radę tak?-zapytał Simon.
-Jest jeszcze Paul- wtrącił cicho taki, śliczny mulat z perfekcyjną fryzurą. Ciekawe ile się nad nią męczył?
-Tak, ale ja pracuję z Paulem i razem nie dajemy rady- wytłumaczył Simon.
-No to...-powiedział blondasek.
Miał ślicznie pofarbowane włosy.
-Jak ja mam z wami pracować?-spytał zażenowany.
Brak odpowiedzi.
-Jesteście tacy niedojrzali i nieodpowiedzialni. Wasi fani czekają na nowe hity, a wy co? Siedzicie na dupie i zbijacie bąki.
-Kłamstwo- córeczka się sprzeciwiła tatusiowi? Siostra robi postępy.
-Nie mówię o tobie, słoneczko.
-Też mi słońce- szepnęłam pod nosem.
Nikt nie usłyszał.
-Już nie mam do was sił- powiedział ledwo dosłyszalnie i usiadł na kanapie.
-Tato- Ellie usiadła obok Simona.- jedź na wakacje. Ja z Paulem się nimi zajmiemy.
-Ty tak się zajmiesz, że on ojcem zostanie- spojrzał na Harry'ego.
-Chyba tatuś nie popiera związku Ellie z Haroldem- szepnęłam do siebie.
Nadal nikt mnie nie zobaczył. Nikt on mnie nie pamiętał. I nawet mnie nie słyszą. Jak zawsze.
-Tato!
-Co?-zapytał.
-Zostaw mi ich na tydzień. Jeśli mi się nie uda to.... to będę  mieszkać z tobą- zaproponowała Ellie.
-Zgoda- ożywił się tatuś.
-A tak w ogóle to kupiłeś sobie nową marynarkę?-zapytała Ellie.- Ładna.
-Dziękuję- powiedział Simon.
-Lizus- westchnęłam głośno.
Wszyscy odwrócili się do mnie. I te wielkie oczy! Magic! Tylko Louis, Habby i Ellie się nie zdziwili.
-Kto to?-zapytał taki ciemny mulat.
Brązowe oczka, fryzura, nad która pewnie spędził wiele godzin oraz zarost sparwiły, że wyglądał na najstarszego.
-Rosalie- wytłumaczył Simon.- Moja druga córka...
-I moja siostra- westchnęła od niechcenia Ellie.
-Źle wam z tym- spojrzałam na moją "ukochaną i wymarzoną rodzinkę".
-Nie, cieszę się, że przyleciałaś- powiedział Simona.
-A ja powoli zaczynam żałować- westchnęłam cicho.
-Ja żałuje, że się urodziłaś- usłyszałam Ellie.
-Ellie! To twoja siostra. Jak ty się do niej wyrażasz?-Cowell podniósł głos na swoją ukochaną córeczkę? Chyba coś brałam albo on..
-Nauczyła się od tatusia- odpowiedziałam.- Spadam... Kto mnie odprowadzi?
-Ja mogę- Lou spojrzał na zdziwioną resztę.
On sam był w lekkim szoku.Wstał i podszedł do mnie.
-Oprowadzę cię po Londynie- powiedział.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia......

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 1 "Masz Przesrane, Siostrzyczko!"

~Rosie~
Nie spodziewali się tego. Jestem właśnie w szkole Ellie. Ludzie uśmiechają się do mnie przyjaźnie. Mimo, że jestem tu nowa.Dyrektor wszystko wie, a przynajmniej to co powinien. Poszłam do mojej szafki i wsadziłam tam książki. Wzięłam potrzebne rzeczy i udałam się pod odpowiednią klasę.
-Ellie!- usłyszałam krzyk za mną.
Odwróciłam się. Jakaś dziewczyna biegła za mną.
-Ta Wielka Brytania to jednak dziwna jest- szepnęłam pod nosem.
-Ellie! Jesteś- powiedziała dziewczyna dysząc głośno i nierówno.
-Ale ja nie jestem Ellie- odpowiedziałam.
-Tak, jasne. Znowu ta bajeczka o bliźniaczce w Ameryce , tak?-zapytała.
-Niee... Ja jestem Rosie- odpowiedziałam.
Ominęłam dziewczynę.
-Ellie!- zawołała.
-Spierdalaj- warknęłam pod nosem.
Dziewczyna zesztywniała, a ja skorzystałam z okazji i poszłam do klasy. Znaczy mniej więcej ją znalazłam. Na szczęście klasy są oznaczone. Usiadałam przy pierwszej lepszej ławce. Ludzie się powoli zaczęli schodzić. Każdy się do mnie uśmiechał. Przyszła ta dziewczyna z korytarza. Spojrzała na mnie gniewnie i usiadła w ławce. Jakiś gościu (ładny) do mnie podszedł.
-Kłótnia małżeńska?-zapytał patrząc na to na mnie, to na nieznajomą.
-What?!-zdziwiłam się i spojrzałam na nią jak na idiotę.
-Tori napisała tak na swoim blogu- odpowiedział Ładny- już ma ksywkę.
-Spierniczaj mi z jakimś blogiem- chrząknęłam pod nosem.
Do klasy weszła jakaś baba, chyba nauczycielka. Usiadła wygodnie na biednym hotelu zanurzając swe dupsko w materiał.
-Chciałabym wam ogłosić, że od dziś mamy nową uczennicę,- rozejrzała się po klasie.- ale żadnej nowej twarzyczki nie widzę. Ellie, a ty widziałaś kogoś nowego?
Cała klasa spojrzała na mnie. Sorry, ale Ellie najwyraźniej nie ma...
-Ellie?!-powiedziała nauczycielka.- Odpowiedz jak cię pytam- jej straszne oczy były jak szpilki.
-Ty!- wskazała na mnie palcem.
-Tak?-zapytałam spokojnie.
-Mówie do ciebie, więc odpowiedz łaskawie.
-Ja jestem Rosalie. Przykro mi, ale Ellie chyba dziś nie ma- skwitowałam, a wszystkim opadły szczęki.
Coś czuje, że Cowell jest ulubienicą nauczycieli i odnosi się do nich z szacunkiem i pokorą. Masakra! Wtedy do klasy wbiegła zdyszana Cowell.
-Przepraszam pani Duncan. Zaspałam- tłumaczyła się.
Oczy klasy szeroko otwarte, ale mimo to nie zauważyli, że ich szczęki szorują podłogę.
-Ellie, czy kim tam jesteś usiądź na  swoje miejsce- powiedziała zdezorientowana nauczycielka.
Jaka Ell jest posłuszna. Od razu wykonała polecenie starej wiedźmy. Nawet mnie nie zauważyła.
-Rosalie Mallette, proszę wstać- poprosiła jak jej było.... Dursley?
Wstałam leniwie.
-Rosie?-usłyszałam cichy szept siostry.
Spojrzałam na nią, a potem na nauczycielkę.

~Kilka Godzin Później. Koniec Lekcji~
Wychodziłam ze szkoły z Ell. Była na mnie wściekła.
-Zabiję cię-powtarzała.- Zabije! Zabiję, rozumiesz?
-Tak, ale potem trafisz do pierdla- odpowiedziałam spokojnie.
-Gdzie?-spojrzała na mnie głupkowato.
-Do więzienia- przetłumaczyłam.
-I co z tego, że trafię do więzienia?-zapytała.
-Tatuś nie będzie dumny ze swojej jedynej córeczki, a ty stracisz opinię grzecznej i porządnej.
-Ugh!- warknęła pod nosem.-Masz samochód?
-Tak i mieszkam z tobą- poinformowałam.
-Jesteś wredna- odpowiedziała wściekle.
-Ktoś musi być tym wrednym, bo inaczej świat byłby nudny.
Wsiadłyśmy do samochodu. Ja za kierownicą. Po chwili jechałyśmy w ciszy, przerywanej dźwiękami dochodzącymi z wnętrza pojazdu. Czasami tylko Ellie robiła za nawigację (cały czas). W końcu dojechałyśmy pod jakis "dom" (willę z basenem). Wyszłyśmy z pojazdu, a ja sięgnęłam po walizki. Potem ciągnęłam je w stronę domu. Gdy tylko weszłyśmy zostawiłam je (walizki).... gdzieś. Poszłam za siostrą, a ona prosto w objęcia jakieś chłopaka.
-Nie tracisz czasu na brednie- powiedziałam do siostry.
Chłopak mnie zobaczył. Znów te wielkie oczy.
-Wylizałeś jej już patelnie?-zaśmiałam się, a jakiś szatyn, który siedział  na kanapie razem ze mną.
-Dobre- podszedł i przybił mi piątkę.
-Masz przesrane, siostrzyczko- stwierdziła Ellie.
-To twój chłopak?-zapytałam patrząc na zielonookiego.
-Tak- odpowiedziała.
-A mogę cię wkurzyć?-zapytałam.
-Tak- zgodziła się.
-Nie ponoszę odpowiedzialności za twój wybór i jego konsekwencję- wyrecytowałam regułkę.
Pocałowałam tego z lokami, a Ellie aż się gotowała. Potem szybko złapałam rękę szatyna i pociągnęłam go w pierwszy lepszy korytarz.
-Szybko! Schowaj nas gdzieś- poprosiłam.
On posłusznie wykonał polecenie. Znaleźliśmy się w jakimś pokoju. Chłopak szybko zakluczył drzwi.
-Louis- przedstawił się.
-Rosalie, ale mów Rosie, Rose, Lie... jak wolisz- uśmiechnęłam się do niego.-Ciekawe czy Ellie nas tu znajdzie?