-Masz śliczne oczy- wystrzeliłam nagle.
-Dziękuję- uśmiechnął się i zakrył rumieńce ręką.
Wtedy usłyszałam pukanie.
-Louis, otwieraj!- usłyszałam jakiś głos.
-Nie!- krzyknął Louis.
-Kto to?-zapytałam siadając bliżej szatyna.
-Harry, ten którego pocałowałaś- wytłumaczył obejmując mnie ramieniem.
Spuściłam głowę w celu ukrycia różu/czerwieni na policzkach.
-Ty też masz śliczne oczy- szepnął mi do ucha.
Ten wie jak zawstydzić dziewczynę...... Jak ona wytrzymuje z nimi.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się.
-Lou! Zabiorę ci marchewki!-ryknął.
Chłopak zerwał się na równe nogi i szybko otworzył drzwi. Wepchnął chłopaka do środka.
-Tknij moje marchewki to cię pozbawię tych loków- pogroził Louis.
-Ale... Ty nie możesz! Nie zrobisz tego!- powiedział wystraszony Harry.
-Mogę!
-A co wy tu właściwie robiliście?- na twarzy zielonookiego pojawił się dziwny uśmieszek.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-Chcesz mieć dzieci?-zapytałam.
-Tak- powiedział osłaniając swoje klejnoty rękami.
-No to lepiej siedź cicho- warknęłam.
-Myślałem, że będziesz jak moja Ellie- stwierdził Harry.
Podeszłam do niego. Od razu dostał w policzek. Złapał się za bolące i poczerwieniałe miejsce.
-Simon! Simon idzie!- usłyszeliśmy paniczne wołanie.
Chłopcy szybko pobiegli do salonu, a ja powoli za nimi. Piątka chłopców/mężczyzn stała na baczność w idealnie prostym rządku. Ellie tuliła się do tego z lokami. Debil. Ja stałam w drzwiach (powinny przynajmniej tutaj być) i opierałam się o ścianę. Banda zasłaniała mnie i Cowell nie mógł mnie dostrzec.
-Chłopcy!-zaczął.- macie coś nowego?
-Yyy.. No bo..ten... tego- jąkał jakiś w koszuli w kratkę.
-Mogłem się tego po was spodziewać. Ja haruję, po nocach nie śpię, żeby wam- wskazał na chłopców- rozwinąć karierę, a wy? Siedzicie, nic nie robicie i na dodatek jeden z was podrywa moją córkę. Mam być zły czy wściekły?
-Yyyy...- jęknął Harry.- lepiej gdyś wziął sobie wolne, wyjechał i odpoczął.
-A wy sobie sami dacie radę tak?-zapytał Simon.
-Jest jeszcze Paul- wtrącił cicho taki, śliczny mulat z perfekcyjną fryzurą. Ciekawe ile się nad nią męczył?
-Tak, ale ja pracuję z Paulem i razem nie dajemy rady- wytłumaczył Simon.
-No to...-powiedział blondasek.
Miał ślicznie pofarbowane włosy.
-Jak ja mam z wami pracować?-spytał zażenowany.
Brak odpowiedzi.
-Jesteście tacy niedojrzali i nieodpowiedzialni. Wasi fani czekają na nowe hity, a wy co? Siedzicie na dupie i zbijacie bąki.
-Kłamstwo- córeczka się sprzeciwiła tatusiowi? Siostra robi postępy.
-Nie mówię o tobie, słoneczko.
-Też mi słońce- szepnęłam pod nosem.
Nikt nie usłyszał.
-Już nie mam do was sił- powiedział ledwo dosłyszalnie i usiadł na kanapie.
-Tato- Ellie usiadła obok Simona.- jedź na wakacje. Ja z Paulem się nimi zajmiemy.
-Ty tak się zajmiesz, że on ojcem zostanie- spojrzał na Harry'ego.
-Chyba tatuś nie popiera związku Ellie z Haroldem- szepnęłam do siebie.
Nadal nikt mnie nie zobaczył. Nikt on mnie nie pamiętał. I nawet mnie nie słyszą. Jak zawsze.
-Tato!
-Co?-zapytał.
-Zgoda- ożywił się tatuś.
-A tak w ogóle to kupiłeś sobie nową marynarkę?-zapytała Ellie.- Ładna.
-Dziękuję- powiedział Simon.
-Lizus- westchnęłam głośno.
Wszyscy odwrócili się do mnie. I te wielkie oczy! Magic! Tylko Louis, Habby i Ellie się nie zdziwili.
-Kto to?-zapytał taki ciemny mulat.
Brązowe oczka, fryzura, nad która pewnie spędził wiele godzin oraz zarost sparwiły, że wyglądał na najstarszego.
-Rosalie- wytłumaczył Simon.- Moja druga córka...
-I moja siostra- westchnęła od niechcenia Ellie.
-Źle wam z tym- spojrzałam na moją "ukochaną i wymarzoną rodzinkę".
-Nie, cieszę się, że przyleciałaś- powiedział Simona.
-A ja powoli zaczynam żałować- westchnęłam cicho.
-Ja żałuje, że się urodziłaś- usłyszałam Ellie.
-Ellie! To twoja siostra. Jak ty się do niej wyrażasz?-Cowell podniósł głos na swoją ukochaną córeczkę? Chyba coś brałam albo on..
-Nauczyła się od tatusia- odpowiedziałam.- Spadam... Kto mnie odprowadzi?
-Ja mogę- Lou spojrzał na zdziwioną resztę.
On sam był w lekkim szoku.Wstał i podszedł do mnie.
-Oprowadzę cię po Londynie- powiedział.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia......